Stanowisko Zarządu PTK na temat rozporządzenia MNiSW ws. dyscyplin naukowych

Stanowisko Zarządu Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego
na temat rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
ws. dyscyplin naukowych

20 września 2018 roku Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego poinformował o podpisaniu nowego rozporządzenia w sprawie klasyfikacji dyscyplin naukowych. Ze zdumieniem przyjęliśmy efekt prac nad tym dokumentem. Trudno nam jako towarzystwu naukowemu przyjąć do wiadomości, że uprzednio konsultowany ze środowiskiem i z trudem wynegocjowany kształt dyscypliny „nauki o kulturze i sztuce” zamieszczony w projekcie Rozporządzenia Ministra został w ostatniej chwili zmieniony i aktualnie brzmi „nauki o kulturze i religii”. Zarówno nazwa dyscypliny, jak i sam podział są niezgodne z elementarną wiedzą o historycznym rozwoju nauk o kulturze i o ich metodologicznych podstawach, a zwłaszcza o ich rodzimej specyfice.
Polskie Towarzystwo Kulturoznawcze kilkukrotnie apelowało do MNiSW o zachowanie kulturoznawstwa jako odrębnej dyscypliny naukowej. Petycję w tej sprawie podpisało ponad 5 tysięcy osób. Mimo braku reakcji ze strony Ministerstwa przyjęliśmy do wiadomości, iż celem reformy jest radykalne ograniczenie liczby dyscyplin naukowych w ogóle, nie tylko w obszarze nauk humanistycznych, co oznacza, że utrzymanie kulturoznawstwa w klasyfikacji będzie niemożliwe. Byliśmy więc skłonni zaakceptować fakt, że polskie badania kulturoznawcze będą odtąd funkcjonować w ramach szerszej kategorii, np. „nauk o kulturze”. Takie propozycje znajdowały się jeszcze w projekcie rozporządzenia („nauki o kulturze i sztuce”), poddawanym konsultacjom w sierpniu br. W ostatniej chwili jednak do tekstu rozporządzenia wprowadzono dwie odrębne dyscypliny: „nauki o kulturze i religii” oraz „nauki o sztuce”. Ten podział nie tylko nie uwzględnia opinii naszego środowiska, ale także niewiele ma wspólnego ze stanem faktycznym, a więc z tym, jak nasze pole badawcze w Polsce i na świecie rzeczywiście wygląda. Nie uwzględnia także specyfiki naszych dorobków (sytuujących się najczęściej w obu dyscyplinach) i nie umożliwia prowadzenia badań interdyscyplinarnych. A przecież to właśnie interdyscyplinarność jest deklarowanym celem radykalnej reformy, którą proponuje Ministerstwo!
Czym innym jest tworzenie pojemnych, ogólnych kategorii w celu uproszczenia systemu, a czym innym proponowanie podziału dyscyplinarnego, który nie ma żadnego pokrycia ani w praktyce badaczek i badaczy kultury, ani – w gruncie rzeczy – w aktualnej wiedzy na temat samego przedmiotu naszych badań, czyli kultury.
Pozwalamy więc sobie zwrócić uwagę na kilka kluczowych spraw:

Religia poza kulturą?
Po pierwsze nie jest dla nas jasne, co stanowi merytoryczną podstawę do zastosowania koniunkcji w nazwie dyscypliny „nauki o kulturze i religii”. Jeśli – w obszarze nauk humanistycznych – wyłączamy religię z zakresu pojęcia „kultura” (a to z logicznego punktu widzenia niesie z sobą ta koniunkcja, choć z merytorycznego punktu widzenia nie jest to zgodne z rozumieniem kultury przyjmowanym w naukach humanistycznych), jakie inne, niekulturowe aspekty religii mają badać reprezentanci tej grupy nauk? Treść oraz doktrynalne i normatywne własności światopoglądu religijnego są, jak rozumiemy, przedmiotem nauk teologicznych, które w klasyfikacji dyscyplin mają odrębne miejsce. Co więcej, jeśli w nazwie dyscypliny „nauki o kulturze” mają być odpowiednikiem kulturoznawstwa i etnologii, a „nauki o religii” – religioznawstwa – co z charakterystyczną dla tego ostatniego typu badań perspektywą porównawczą? Dlaczego mowa o jednej religii, a nie o wielu, co byłoby zgodne zarówno z podejściem nauk o kulturze, jak i religioznawstwa właśnie?

Sztuka poza kulturą?
Podobny problem dotyczył także nazwy „nauki o kulturze i sztuce” proponowanej jeszcze w projekcie rozporządzenia. Wyłączanie sztuki z pola zainteresowań nauk o kulturze wydawało nam się zabiegiem sztucznym i niepotrzebnym z punktu widzenia takiej dyscypliny, jaką jest kulturoznawstwo. W wyróżnieniu tym chodziło oczywiście o to, by w klasyfikacji nie rozpłynęły się dziedziny wyspecjalizowane w badaniach historycznych i współczesnych praktyk artystycznych. Trzeba pamiętać bowiem o tym, że sztuką można zajmować się w perspektywie interdyscyplinarnej (kulturoznawczej) jako jedną z dziedzin kultury i najczęściej w odniesieniu do innych (lub całokształtu kultury). Można jednak również traktować ją jako względnie autonomiczny obszar ludzkiej aktywności, bardzo zróżnicowany wewnętrznie (a więc tak, jak czynią to historia sztuki, muzykologia, filmoznawstwo, teatrologia i inne). Nazwa „nauki o kulturze i sztuce” nie tylko łączyła dyscypliny posiadające odrębne metody i tradycje badawcze, ale także nieporównywalne pod względem liczebności środowiska badawczego (np. muzykologia vs historia sztuki) czy liczebności czasopism i wydawnictw. To powodować mogło bardzo nierówną pozycję parametryzacyjną jednostek i nierówne szanse w ocenie dorobku badaczek i badaczy. Co więcej, nazwa ta właściwie powoływała do życia byt, który nie istnieje w międzynarodowym obiegu naukowym.
Uznaliśmy jednak, że jest szansą na pogodzenie reprezentantów środowiska kulturoznawczego oraz dyscyplin wyspecjalizowanych w badaniu wyłącznie określonych dziedzin sztuki. I w tej sprawie jednak Ministerstwo wybrało rozwiązanie radykalne, zupełnie niezgodne z opiniami tych środowisk. Sztuka nie tylko wyłączona jest definicyjnie z pojęcia kultury, ale nauki o sztuce stanowią teraz zupełnie odrębną dyscyplinę. Co, wobec tego, z kulturoznawczymi analizami współczesnych praktyk artystycznych? Co ze studiami wizualnymi czy performatywnymi? Z socjologią sztuki? Z badaniami sztuki nowych mediów? Sztuki publicznej? Wreszcie na przykład – co z etnomuzykologią? Każdy z tych obszarów w polskich badaniach ostatnich dekad rozwijał się w perspektywie interdyscyplinarnej, którą proponowany podział właściwie unieważnia.

Nauki o kulturze bez antropologii?
Kolejnym kuriozum proponowanego rozwiązania jest to, że w zakres nauk o kulturze wchodzi etnologia, ale nie ma tu już miejsca dla antropologii kulturowej. Co więcej – dyscyplina ta, mająca w Polsce świetne tradycje i potencjał rozwojowy – nie znalazła także swego miejsca w naukach społecznych. Zniknęła.
Antropologia kulturowa dzieli do pewnego stopnia losy naszej własnej dyscypliny, bo choć w kulturoznawstwie przyjmowano historycznie inne rozumienie kultury (częściej ideacyjne lub aksjo-normatywne niż antropologiczne właśnie), nasze badania także rozwijały się na pograniczu nauk humanistycznych i społecznych. Samo wydzielenie tych dwóch grup nauk zawsze powodowało, że system klasyfikacji dyscyplin był do pewnego stopnia redukcyjny względem rzeczywistych przedsięwzięć badawczych. A jednak – istnienie na poziomie ministerialnego wykazu autonomicznych dyscyplin pozwalało bronić w ich obrębie projektów interdyscyplinarnych, a poszczególnym środowiskom współpracować. Trudno zaś współpracuje się z kimś, kto zdaniem Ministerstwa w ogóle nie istnieje.
Proponowane w obecnym wykazie, niezrozumiałe konstelacje oraz pominięcie dyscyplin ważnych z punktu widzenia rozwoju humanistyki i nauk społecznych jako całości powoduje, że nie bardzo rozumiemy, w jakiej grupie nauk w tej chwili właściwie zostaliśmy usytuowani. I czy na pewno są to nadal „nauki o kulturze”?

Co z interdyscyplinarnością?
To pytanie wydaje się kluczowe. Uzasadnienie dla redukcji dyscyplin, przedstawiane w trakcie całego procesu konsultowania reformy w wielu wypowiedziach publicznych przedstawicieli Ministerstwa, było dwojakie. Po pierwsze, lista ponad stu dyscyplin jest nieefektywna z punktu widzenia ewaluacji jednostek. Po drugie, rozdrobnienie uniemożliwia badania interdyscyplinarne. Od początku z zadziwieniem przyjmowaliśmy, że to z tego powodu z wykazu dyscyplin postanowiono wykreślić kulturoznawstwo, które powoływano do życia właśnie jako projekt interdyscyplinarny.
Mamy świadomość, iż każda redukcja, zwłaszcza tak drastyczna (a więc o ponad połowę), musiała spowodować trudności w nazwaniu i określeniu granic nowych dyscyplin. Zapytajmy jednak czy i na ile wprowadzona dziś klasyfikacja rzeczywiście wspiera badania interdyscyplinarne? Otóż skutki tego rozporządzenia najpełniej są widoczne w relacji do innych rozwiązań, przede wszystkim zasad ewaluacji jednostek naukowych oraz parametryzacji czasopism i wydawnictw naukowych (warto w tym miejscu zauważyć, że ostateczna treść rozporządzeń regulujących te sprawy nadal nie jest znana). Mamy więc do czynienia z triadą wzajemnie oddziałujących na siebie czynników. Każda jednostka w strukturze uniwersytetu będzie musiała wykazać, w jakiej dyscyplinie ma być ewaluowana. Każde czasopismo będzie przypisane do jakiejś dyscypliny. Każdy badacz i każda badaczka będą mogli wskazać dwie. Czy jeśli kulturoznawca wybierze jako drugą dyscyplinę „nauki o sztuce”, to będzie mógł publikować w „Kulturze i Społeczeństwie” (podpowiadamy, że to czasopismo wydawane przez Komitet Socjologii Instytutu Nauk Politycznych PAN)? Do której dyscypliny przypisane zostaną czasopisma antropologiczne (w których z powodzeniem publikowali zresztą również socjologowie czy kulturoznawcy), skoro w wykazie nie ma antropologii? Co z publikacjami z zakresu filozofii kultury? Czy kulturoznawcy mogą publikować w „Studiach Filmoznawczych”? A medioznawcy?
Najważniejsze jednak: co z zespołami i projektami wielodyscyplinowymi? Na jakich zasadach mamy teraz współpracować, skoro każda wspólna publikacja wyników badań skończy się oczywistym konfliktem o miejsce wydania i „parametryzacyjną” przynależność członków zespołu badawczego do różnych jednostek? Problemem nie jest więc tylko lista dyscyplin naukowych, ale szerszy mechanizm, w który rozwiązanie to się wpisuje, a który nie tylko nie zachęca do współpracy między reprezentantami nowych dyscyplin, ale czyni z nas wyizolowane, skłócone plemiona, walczące o punkty. Ustawa 2.0 nie wymusza wprawdzie na naszych uczelniach radykalnej restrukturyzacji. A jednak – ze względu na ewaluację jednostek naukowych – na nowy podział dyscyplin władze rektorskie naszych uniwersytetów będą jakoś musiały zareagować. W wielu wypadkach będzie to oznaczało sztuczne zmiany, które zakończą dotychczasową, dobrą współpracę interdyscyplinarną, a wymuszą uczestnictwo w strukturach, których naukowego umocowania i celu nikt nie będzie rozumiał.

Co z umiędzynarodowieniem?
Ostatnie zagadnienie dotyczy jednego z kluczowych celów całej reformy – umiędzynarodowienia badań. W pierwszym stanowisku z września 2017 roku, skierowanym przez Polskie Towarzystwo Kulturoznawcze do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zwracaliśmy uwagę, że nasze poważne wątpliwości budzi opieranie listy dyscyplin na systematyce OECD – wykazie, którego celem nie było nigdy regulowanie krajowych systemów nauki. To ostatnie bowiem powinno uwzględniać historyczny proces wyłaniania się poszczególnych dyscyplin, ich osiągnięcia w każdym z środowisk naukowych w poszczególnych krajach, wzajemne relacje – metodologiczne i przedmiotowe – wynikające z najczęstszych w danym kraju form współpracy interdyscyplinarnej. Pomysł, by polska lista była prostym odwzorowaniem klasyfikacji OECD był zresztą dość powszechnie krytykowany przez środowisko naukowe, nie tylko kulturoznawców, nie tylko humanistów. W efekcie usiłowano go nieudolnie dostosować do polskich warunków, tyle, że znów z pominięciem swoistości metodologicznej i przedmiotowej konkretnych dyscyplin. Rozporządzenie, które dziś ujrzało światło dzienne jest tylko efektem tych, nieudanych i nieprzemyślanych kompromisów.
I tak na przykład: bylibyśmy jako środowisko naukowe bardzo wdzięczni za wskazanie, jaka dyscyplina w kręgu anglosaskim lub niemieckim odpowiada nazwie „nauki o kulturze i religii”? Jak mamy tłumaczyć tę nazwę na języki kongresowe? Kto z naszych koleżanek i kolegów z innych krajów będzie wiedział, jaką dyscyplinę właściwie reprezentujemy? Czy w międzynarodowych bazach czasopism, na przykład w bazie SCOPUS, znajdują się periodyki naukowe z zakresu „nauk o kulturze i religii”? A co z „naukami socjologicznymi”, które dodatkowo są częścią „nauk społecznych”? Czy w obiegu międzynarodowym istnieje taka dyscyplina? To tylko przykłady, bowiem zawarta w rozporządzeniu klasyfikacja wygeneruje znacznie więcej podobnych trudności.
W niniejszym stanowisku zwracamy uwagę wyłącznie na logiczne i praktyczne skutki rozwiązania, jakim jest nowa klasyfikacja dyscyplin, i to tylko wybrane, najbardziej rzucające się w oczy. W polu akademickiej nauki w Polsce rozporządzenie to przyniesie jednak także inne, bardzo poważne skutki. W zasadzie już przyniosło – jednym z nich jest to, że środowisko akademickie, zamiast rozwijać projekty na przyszłość, rozważać nowe formy współpracy, planować politykę publikacyjną, powoływać do życia interdyscyplinarne zespoły, nawiązywać współpracę z kolegami z zagranicy, podejmować decyzję w sprawie awansu naukowego – trawi czas na sporach o tożsamość dyscyplin, wywołanych lękiem o przetrwanie. Sytuacja ta tylko pogłębi się wraz z wejściem w życie rozporządzenia 1 października 2018 roku. Niektórym z nas odmawia się prawa do istnienia, innych przymusza do zmiany zainteresowań badawczych, jeszcze innych włącza do niepoprawnych przedmiotowo i metodologicznie kategorii. Czy stan konfliktu wszystkich ze wszystkimi na polskiej akademii był celem „Konstytucji dla Nauki”?
Oczekujemy od Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego wycofania się z rozwiązań, wynikających z rozporządzenia w sprawie listy dyscyplin.

Zarząd Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego

dr hab. prof. UJ Tomasz Majewski
dr hab. Agata Skórzyńska
dr hab. Mirosław Filiciak
dr Dominik Porczyński
dr hab. Anna Gomóła
dr hab. prof. UAM Marianna Michałowska
dr hab. prof. UAM Krzysztof Moraczewski
dr hab. prof. UWr Izolda Topp-Wójtowicz
dr hab. prof. UwB Alicja Kisielewska
dr hab. Anna Nacher
dr hab. prof UJ Małgorzata Radkiewicz
dr hab. Włodzimierz Pessel
dr hab. Marek Pacukiewicz
dr Magdalena Matysek-Imielińska